Prawdziwy Ty
Jak już wcześniej powiedziałem, 95 procent ludzi skłania się ku
negatywności, a Ty zapewne także do tej grupy należysz. Jednak nawet
w negatywnie nastawionych ludziach jest więcej wrodzonej
pozytywności niż negatywności. Po prostu taki człowiek pozwala, by
jego pozytywne "ja" zostało zagłuszone przez negatywne myśli. Jest
jak pomalowany drewniany dom - pod względem objętości jest
w nim tysiące razy więcej drewna niż farby, a jednak farba kompletnie
przesłania drewno.
Gdybyś wziął kartkę białego papieru, powiedzmy o powierzchni jednej
stopy2, i umieścił na niej malutki punkt, powiedzmy o powierzchni
1/16 cala3, to choć ten papier jest 36 864 razy większy od tej kropki,
Twoje oczy i tak kierowałyby się na nią w znacznie większym
stopniu niż na całą tę dużą powierzchnię.
Nieważne, za jak negatywnego sam możesz się uważać, ja i tak sądzę,
że w sumie jesteś o wiele bardziej pozytywny niż negatywny. Jednak
jeśli nie cieszysz się ze swego życia całkiem tak, jak byś tego pragnął,
nie oznacza to, że Los się na Ciebie uwziął. Po prostu pozwalasz swojej
negatywnej stronie przejąć kontrolę.
Zezwalasz tej negatywnej powłoce, którą się przez lata otoczyłeś,
wpływać na swe myślenie, swe działania, swe osiągnięcia.
Wytrenuj się tak, byś się stał pozytywny. Za każdym razem, gdy zauważasz,
iż pozwoliłeś sobie na negatywną myśl, przepędź ją myślą
pozytywną. Może nie od razu zauważysz rezultaty, ale z pewnością
przyjdą. Kiedy umieszczasz ziarno w ziemi, potrzeba wielu dni,
zanim cokolwiek pojawi się nad powierzchnią. Jednak jeśli ziarno
2 Czyli w przybliżeniu formatu A4.
3 Czyli o średnicy około trzech milimetrów.
jest zdrowe, a Ty podlewasz je i dbasz o nie, wiesz, że z czasem wyrośnie
roślina. Kiedy po raz pierwszy zaczynasz świadomie utrzymywać
w swej głowie pozytywne myśli, z początku możesz nic interesującego
nie dostrzec, ale zachowując cierpliwość, wkrótce stwierdzisz,
że Twoja pozytywna osobowość przejmuje kontrolę i ukazuje Ci całkiem
nowy sens Twojego życia.
"Jak mogę być pozytywny, kiedy wszyscy dookoła mnie są tak
negatywni?", może spytasz. Co z kolei sprawia, że ja chciałbym Ci zadać
pytanie. Gdybyś był na stacji kolejowej i miał do wyboru dwa
bilety, z których jeden zawiózłby Cię na jałową pustynię, drugi zaś do
cudownego kraju pełnego kwiatów, owoców i wszelkiej radości, który
byś wybrał? Odpowiedź jest oczywista.
Masz wybór - możesz być albo negatywny, albo pozytywny. To
pierwsze wiedzie Cię do smętnego życia, marnego zdrowia i porażki,
to drugie do Zdrowia, Bogactwa i Szczęścia. Które wybierzesz?
Wobec liczby ludzi negatywnych - znacznie przekraczającej liczby
ludzi pozytywnych - logicznym jest wniosek, że wszyscy jesteśmy
otoczeni przez znacznie większą liczbę ludzi negatywnych niż pozytywnych.
Jeśli ludzie wokół Ciebie naprawdę są negatywni, to zamiast ich małpować
i czynić własne życie koszmarem, pilnuj własnego szczęścia,
odmawiając pójścia w ich ślady.
Możesz też, jeśli tak postanowisz, przemienić niektórych z tych
negatywnych ludzi w pozytywnych. Oto przykład żony o pozytywnym
nastawieniu, która, stosując starannie przemyślaną strategię,
zmieniła swego negatywnego męża w entuzjastę pozytywnego myślenia.
"Te wszystkie głodne kawałki o tym, jak myśl rządzi rzeczywistością,
doprowadzą cię kiedyś do domu bez klamek" - tak ten człowiek stale
powtarzał swej żonie. Kiedy coś się niekorzystnego wydarzyło i żona
czyniła uwagę w stylu: "Cóż, na pewno okaże się, że tak jest lepiej",
mówił jej, że "chyba z byka spadła".
Ta żona mogła zadowolić się przeciętnością, ale nie zgodziła się na
to. Znała prawa dotyczące pozytywnego myślenia i wiedziała, że jej
mąż sam siebie ogranicza swym negatywnym myśleniem.
Przyszedł jej go głowy pewien pomysł. Któregoś wieczora, kiedy mąż
sobie siedział, nic konkretnego nie robiąc, ona pracowicie czytała
jedną ze swych wielu książek o osobistym rozwoju.
"Zupełnie nic z tego nie potrafię zrozumieć. Ty jesteś taki mądry,
mógłbyś może przeczytać kawałek tego rozdziału i zobaczyć, czy ty
coś rozumiesz z tego, co ten autor mówi?", rzekła, wręczając małżonkowi
otwartą książkę.
Pochlebna uwaga żony na temat jego umysłu mile go połechtała,
więc podjął wyzwanie. Przeczytał rozdział, o który chodziło, nie po
to, by się zgadzać z autorem, tylko po to, by znaleźć tam myślowe
luki, dzięki którym zdoła żonie udowodnić, że teorie o przewadze
umysłu nad materią to czysty nonsens.
Kiedy jednak czytał, czytany tekst zaczynał nabierać w jego oczach
sensu... Wszystko się całkiem logicznie składało w całość. Powoli
zaakceptował ideę, iż negatywne myśli wytwarzają negatywne reakcje,
zaś myśli pozytywne reakcje pozytywne.
Potem ten mąż pomyślał o własnej pracy. Uświadomił sobie, że nigdy
w życiu nie zrobił w swym zawodzie nic choćby o włos ponad to,
czego od niego oczekiwano, i że to, co robił, było akurat ledwo wystarczające,
by jakoś szło.
Następnego ranka ten człowiek poszedł do pracy z nowym nastawieniem.
Zdecydował, że będzie swoją robotę wykonywał lepiej niż
kiedykolwiek dotąd. Zamiast bez przerwy odrywać się od pracy, by
opowiadać współpracownikom anegdotki, pracował z zapałem nad
tym, co miał do zrobienia, starając się osiągnąć perfekcję. W swym
dążeniu do doskonałości dokonał nawet odkrycia - odkrył chytry
sposób na to, by zrobić więcej, a do tego lepiej. Ten sposób dałby się
nawet zastosować przez innych pracowników tej fabryki, co by uczyniło
ich wysiłek efektywniejszym.
Co się potem wydarzyło? Naprawdę muszę opowiadać? Jestem
pewien, że już wiesz. Wiesz przecież, że ten człowiek uzyskał uznanie
w swym miejscu pracy i został za to, co robił, odpowiednio
wynagrodzony.
Jeśli teraz spróbujesz tego zmienionego człowieka przekonać o bezsensowności
tezy, że "umysł rządzi materią", wysunie na jej obronę
tak potężny argument, że lepszego nie mógłbym w tej książce
umieścić.
"Potęga pozytywnego myślenia" (zapożyczając tytuł od wspaniałej
książki Normana Vincenta Peale'a) jest od tak dawna ugruntowana,
że nikt nie może jej zaprzeczyć. To już nie jest teoria, tylko fakt. I co
najważniejsze, fakt, który bardzo łatwo udowodnić.
Istnieją jednak wciąż tacy, którzy się nie zgadzają. Oświadczają:
"Próbowałem tego i nie działało". Wypytując nieco dokładniej tych
wątpiących, niezmiennie dowiemy się, że nigdy naprawdę nie
próbowali pozytywnego myślenia. Oni zaledwie życzyli sobie sukcesu
i szczęścia, potem zaś, ponieważ ich pragnienie się nie spełniło, zadecydowali,
że umysł wcale nie ma władzy nad materią.
Pozwól mi zakończyć ten rozdział zaskakującym stwierdzeniem, że
codziennie każdy z nas czyni użytek z zasady "umysł rządzi materią",
niezależnie od tego, czy nam to pomaga, czy też wręcz przeciwnie.
Ktoś, kto utrzymuje sam siebie w stanie depresji poprzez ciągłe niepowodzenia,
marne zdrowie i ponury nastrój, z pewnością jest pod
wpływem zasady "umysł rządzi materią". Nie pragnie oczywiście tych
wszystkich złych rzeczy, ale widzi siebie jako kogoś, kogo one dotyczy,
wierząc, iż jest skazany na ich znoszenie.
Jeśli zatem ta sama osoba potrafiłaby sobie zwizualizować - równie
mocno - Zdrowie, Bogactwo, Szczęście (nie tyle pragnąć tych rzeczy,
co widzieć siebie jako ich posiadacza), czy nie zgodzisz się ze mną, że
zostałaby obdarzona Zdrowiem, Bogactwem i Szczęściem?
Czy ten rozdział nie zainspirował Cię, by spojrzeć na życie z takim zachwytem,
jak w "Alicji w Krainie Czarów"? Czy Twój wzrok nie zaczyna
przenikać mgły niepewności i zwątpienia? Czy nie dostrzegasz zarysów
nowego życia, które mogłoby być Twoim życiem?



